Mama zawsze wraca
„Mama zawsze wraca” Agata Tuszyńska
Jest to książka o dziecku przebudzającym się w ciele dorosłej kobiety, odnajdującego zapomniany język, zaglądającego w przeszłość. Narracja łączy w sobie elementy dziecięcego postrzegania świata z oceną z perspektywy lat, kiedy mała Zosia – potem Jael Rosner – więcej już rozumiała. Na początku jest w tym wahanie, niepewność, czy otworzyć szeroko drzwi do przeszłości. Przez wiele, wiele lat nikt z bliskich przecież nie chciał Zosi na to pozwolić. Nikt nie chciał słuchać o tym, co minęło, nawet ukochana ciocia, mieszkająca w Izraelu, gdzie dziewczynka trafiła po wojnie dzięki ostatniemu wysiłkowi schorowanej, wycieńczonej matki. W książce ściera się pogodna naiwność wczesnych dziecięcych wspomnień z przerażającym wojennym okrucieństwem, które pobrzmiewa w tle jak stale obecne echo.
Książka jest doskonała do wspólnej lektury z dzieckiem jako wstęp do rozmowy nie tylko o historii, ale też o najważniejszych wartościach: miłości, poświęceniu, lojalności, poszukiwaniu i odnajdywaniu korzeni. Jednak i dla dorosłego czytelnika ta prosta, przejmująca relacja również będzie wspaniałą podróżą. Nawet dla tego, który zjadł zęby na literaturze wojennej, reportażach, pamiętnikach – ponieważ tutaj perspektywa okazuje się zupełnie nowa i świeża. To nie jest historia o wojnie i Zagładzie, a przynajmniej nie tylko o nich. Przede wszystkim to hołd dla matczynej miłości i dla magii kryjącej się w opowieści. Za pośrednictwem Zosi odkrywamy od nowa coś, o czym łatwo czasami zapomnieć: jak wielką moc ma słowo. Może ranić, może niszczyć, może decydować o czyimś przeznaczeniu, to jego mroczna strona. W „Mama zawsze wraca” widzimy jednak światło. Świat powoływany do życia przez opowieść. Obrazy wykwitające na ciemnych ścianach piwnicy, prawdziwe, żywe, barwne. Słowo ma tu moc całkowicie sprawczą, to ono buduje, chroni, prowadzi, nadaje sens kolejnym dniom, pozwala dziecku nabierać doświadczeń i uczyć się tego, do czego fizycznie nie ma dostępu. Jak niezwykłą bohaterką była Natalia, matka Zosi. Jak wiele było i jest bohaterek do niej podobnych, które stają naprzeciw najgorszemu, zbrojne wyłącznie w miłość, oddanie i nadzieję na lepsze życie dla swojego dziecka.
Na koniec kilka słów o przepięknej oprawie graficznej książki. Jej autorką jest Iwona Chmielewska i jak można przeczytać na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin – nie było to dla niej zadanie łatwe, początkowo odmówiła w przekonaniu, że nie podoła. To zdjęcie lalki Zuzi skierowało ją na właściwe tory. Ilustracje są wspaniałe. W pełni oddają, co znaczy rysować słowami, nadają formę emocjom kryjącym się w całej opowieści, równoważąc idealnie światło i mrok. Nawet w rysunkach pogrążonych w szarościach, promieniujących smutkiem, portretujących rozstanie, niepewność, lęk kryje się zawsze przynajmniej jeden akcent nadziei i pogody, jedna kropla barwy. W połączeniu z tekstem ilustracje tworzą dzieło kompletne, z idealnie wykończoną kreską.
Ludzi z pokolenia Zosi jest już coraz mniej. Ale opowieść o matczynej miłości przetrwa, bo taka właśnie jest siła słowa.
DKK
16
GRU
2025
85
razy
czytano
bibliotekapilica.pl